Strona główna | English English
Attached
Powrót

Pierwsze polskie maszyny matematyczne

Termopile polskiej informatyki

Komputery XYZ i Mazovia wyznaczają początek i koniec polskiej samodzielności w budowie maszyn matematycznych. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych polscy naukowcy dotrzymywali kroku światowym potentatom w tej dziedzinie, choćby koncernowi IBM, osiągając nawet chwilowe przewagi. Po 1989 roku ambitni niegdyś konstruktorzy musieli się zająć montażem komputerów-składaków.

Pierwszą polską maszyną matematyczną, która znalazła zastosowanie praktyczne, był zbudowany w 1958 roku w warszawskim Zakładzie Aparatów Matematycznych PAN komputer XYZ, pracujący na lampach i przekaźnikach. Radośnie przy tym ćwierkał, cykał i klekotał, ale był czymś więcej niż zwykłym kalkulatorem. Wykorzystywał algorytmy umożliwiające dokonywanie obliczeń numerycznych z szybkością 800 operacji na sekundę. Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XYZ pracował głównie dla potrzeb wojska, wyznaczając tzw. przeliczniki artyleryjskie. Udoskonaloną wersją XYZ były budowane od 1960 roku maszyny typu ZAM-2.

Komputer XYZ z 1958 roku. Na płytach czołowych widać baterie lamp elektronowych
Komputer XYZ z 1958 roku. Na płytach czołowych widać baterie lamp elektronowych
W roku 1962 we wrocławskich zakładach Elwro podjęto seryjną produkcję lampowej maszyny UMC-1 do obliczeń inżynierskich. Od następnego roku zaczęto budować tam tranzystorowe komputery ODRA, oznaczane numerami 1001, 1003, 1204, 1304. Ostatni model ODRA 1305 (już na układach scalonych) powstał przy współpracy następcy ZAM PAN – Instytutu Maszyn Matematycznych.

Z początkiem lat siedemdziesiątych w USA nastała epoka mikrokomputerów. Bodźcem do ich rozwoju była hippisowska idea złamania monopolu wielkich laboratoriów wojskowych i naukowych oraz przekazania technologii informatycznych zwykłym ludziom. W Polsce IMM zajął się konstruowaniem mikrokomputerów już w 1973 roku. Powstały wtedy maszyny MOMIK 8b i tzw. komputer Karpińskiego K-202 wraz z urządzeniami peryferyjnymi, jak monitory, drukarki i pamięci, początkowo taśmowe i bębnowe.

Po ambitnym początku górę wzięła socjalistyczna gigantomania. Komputer MOMIK szybko przestał być mikrokomputerem – rozbudowano go do rozmiarów szafy i nazwano MERA 300. To zwaliste urządzenie okazało się jednak bardzo udanym rozwiązaniem technicznym i wkrótce znalazło szerokie zastosowanie w księgowości oraz przemyśle, gdzie używano go do sterowania procesami technologicznymi, np. produkcją polipropylenu.

Udany początek

Idea budowy polskiego komputera osobistego powróciła na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Do pracy zabrano się z niezwykłą na owe czasy sprawnością i energią. Powołano międzyzakładowy zespół konstrukcyjny, w którego skład oprócz Instytutu Maszyn Matematycznych weszli przedstawiciele zakładów Polkolor, Era i Błonie, dzięki czemu prace nad jednostką centralną, monitorem, klawiaturą i drukarką prowadzono równocześnie. Kierownikiem zespołu był inż. Jerzy Sławiński z IMM. Dzięki udanej współpracy instytutu z zakładami produkcyjnymi udało się przejść z rozwiązań naukowych na technologiczne. Wspomniane firmy założyły spółkę Mikrokomputery, której głównym celem była produkcja komputera osobistego nazwanego Mazovia.

Komputer Mazovia z interfejsem do pomiarów temperatury. Na ekranie widać wizualizację procesu parzenia kawy
Komputer Mazovia z interfejsem do pomiarów temperatury. Na ekranie widać wizualizację procesu parzenia kawy
Nowy polski komputer miał się “nie bać” polskich znaków. Zmuszenie procesora i monitora do wyświetlania “ą”, “ę” czy “ź” okazało się jednym z najpoważniejszych problemów technicznych. Trzeba było stworzyć specjalny kod Mazovia, używany jeszcze do tej pory, zwłaszcza w starych edytorach tekstu typu TAG. Wiele dyskusji poświęcono klawiaturze: czy ma być zupełnie nowa, czy taka jak w maszynach do pisania. Jak wspomina główny konstruktor Mazovii inż. Krzysztof Dzik z IMM, cechą odróżniającą ówczesny zespół od współczesnych informatyków była znacznie głębsza znajomość zasad działania komputerów. Kiedy zdarzały się awarie, nie wymieniano tak jak dziś całych kart czy płyt głównych, lecz lokalizowano uszkodzenie z dokładnością do pojedynczego wadliwego elementu.

Mazovia ujrzała światło dzienne w roku 1984. Pod kilkoma względami była lepsza od istniejących ówcześnie pecetów IBM, z którymi była w pełni kompatybilna. Miała przede wszystkim lepszy 16-bitowy procesor 8086, 640 kB pamięci, kartę graficzną Herkules i bardziej przyjazny dla użytkownika, przełączalny sterownik monitora. Charakterystycznym elementem jednostki centralnej była duża czarna stacja dysków pięciocalowych, jako że mniejszych dyskietek wtedy nie było. Zadbano, aby cały komputer miał elegancki wygląd.

Nagły zawał

Na tym lista sukcesów się kończy. Mazovia miała wprawdzie dobry procesor, ale nie był to oryginalny produkt Intela, lecz podróbka produkowana w ZSRR. Ze względu na obowiązujące wówczas w USA embargo na dostawy zaawansowanych technologii do krajów komunistycznych techniczną bazę Mazovii tworzyły elementy i podzespoły produkowane w krajach RWPG [Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej – organizacja koordynująca współpracę gospodarczą państw bloku komunistycznego, narzędzie kontroli ekonomicznej ZSRR nad krajami satelickimi – przyp. red.], przetykane w miarę możliwości elementami amerykańskimi. Ten elektroniczny koktajl sprawił, że Mazovia nie grzeszyła niezawodnością. Jednolicie zbudowane jej zachodnie odpowiedniki psuły się znacznie rzadziej.

Gwoździem do trumny Mazovii były jednak możliwości produkcyjne polskich zakładów. W latach osiemdziesiątych wyprodukowano zaledwie kilka tysięcy sztuk pierwszej wersji Mazovii; kolejne modele zaistniały tylko w pojedynczych egzemplarzach. W efekcie komputer był za drogi nie tylko na kieszeń przeciętnego polskiego naukowca czy amatora informatyki, ale nawet dla instytucji, np. szkół. Dla zakładów Era i Błonie Mazovia była tylko jednym z wielu produktów, wśród których dominowały drogie i niezbyt wyrafinowane urządzenia elektroniczne, produkowane na rynki RWPG. Były to np. zegarki, o których mówiono złośliwie, że “chodzą najszybciej na świecie”. Otwarcie granic w latach 1989-1990 spowodowało zalanie byłych krajów socjalistycznych tanim sprzętem komputerowym i podzespołami produkowanymi w Tajlandii, Malezji i Tajwanie. Wielki zwrot na Zachód podczas reformy Balcerowicza także nie sprzyjał podtrzymywaniu dawnych kontaktów handlowych. Dla producentów Mazovii oznaczało to finansową zapaść i koniec marzeń o polskim mikrokomputerze. Miarą katastrofy były zwolnienia, jakie na początku lat dziewięćdziesiątych dotknęły IMM – z 700 zatrudnionych tam osób pozostało 60.

Obecnie Instytut Maszyn Matematycznych zajmuje się konstruowaniem oraz wdrażaniem systemów kontroli dostępu i czasu pracy, dostosowanych do obowiązującego w Polsce prawa pracy. W instytucie nie ma już ani jednej Mazovii, ale podobno są jeszcze ludzie, którzy używają tego komputera jako maszyny do pisania. Krzysztof Dzik zapewnia, że zna osobiście jedną taką osobę...

Konrad T. Lewandowski

Źródło: “Mówią Wieki,” Wyjście poza witrynę magazyn historyczny, nr 12/2002 (516), str. 44



 
Strona dodana 24 lutego 2003 roku.

Copyright © 2002-2005 Marcin Wichary
Wersja do druku | Kontakt | Mapa serwisu